• Wpisów:41
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:29 dni temu
  • Licznik odwiedzin:10 327 / 409 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Podczas mojego pobytu w Stanach najbardziej zaprzyjaźniłam się z A (z Filipin) i D(z Afryki Południowej). Dzieliłyśmy mieszkanie(choć pokoje miałyśmy osobno) i życie po-studenckie, na wizie J1.
Niedługo A wyjeżdża. Postanowiła zostać w Stanach i skończyć tu studia. Niestety, przeprowadza się do innego Stanu. Będzie mi jej ogromnie brakowało. Czuję się, jakbym miała przyszywaną siostrę, naprawdę ciężko o człowieka, który ma tyle dobroci i zrozumienia.

Z naszej czwórki stażystek, wszystkie 4 zostają w Stanach. Bardzo mnie to cieszy, mam nadzieję, że będziemy się odwiedzać. Nie powinnam narzekać na przeprowadzkę koleżanek, skoro sama również zamierzam to zrobić.

Najoczywistszym i największym powodem dla którego ludzie nie chcą tu zostać są ograniczone oferty pracy i rozwoju, jak również koszty życia. Bardzo często rozważam różne opcje i jeśli kiedyś ciekawiłoby Was jaka jest różnica pomiędzy poszczególnymi stanami (koszty życia) zapraszam na https://www.numbeo.com/cost-of-living/

Ostatnio widzę dużo skarg na youtube na program Au pair. Osobiście nie mam żadnego doświadczenia, poza koleżanką która teraz wyjechała na ten program do Włoch. Sama zaczęłam zastanawiać się na podzielenie się moimi doświadczeniami z praktyk i stażu w USA na youtube. Niestety, nigdy nie nagrywałam żadnych vlogów, dlatego nie wiem nawet jak miałabym zacząć.

Ostatnio zaczęłam myśleć o zmianie profesji. Czy to tylko chwilowe? Nie wiem. Niestety, jakikolwiek "poważny" zawód wymaga ode mnie obywatelstwa amerykańskiego, na które będę czekała latami.

Nie mniej jednak w momencie gdy dostanę wkrótce pozwolenie na pracę wciągnę się w wir obowiązków. Na chwilę obecną cieszę się wolnością i odpoczywam przy pięknej pogodzie.
Postaram się informować Was na bieżąco jak postępy.








 

 
Wiele osób pyta mnie, ale to jak, po ślubie nie otrzymuje się automatycznie obywatelstwa. Moi drodzy Państwo, nic tutaj nie dzieje się automatycznie. Bardzo wielu młodych ludzi wynajmuje prawnika za co płaci coś około 3-5tysięcy dolarów. Ponieważ nie dysponowaliśmy na tamten moment taką kwotą, zdecydowaliśmy się załatwiać wszystko sami. Opłacenie dokumentów kosztowało 1720 dolarów, wizyta u doktora około 400.
Czasami żałuję, że nie zdecydowaliśmy się na prawnika, że nie mogliśmy bowiem np teraz dostałam wiadomość, że jeden formularz jest nieaktualny (aktualizacja nastąpiła 5 dni po wysłaniu) więc znów będę musiała jeździć i załatwiać. To wszystko jest bardzo irytujące, pochłania czas i energię. W dodatku do momentu otrzymania zezwolenia na pracę nie mogę pracować. Jedyną opcją jest wiza zbiorcza pewnych firm, które np załatwią Ci pracę na zmywaku po czym z każdej wypłaty zabierają część Twoich zarobków. Dlatego na ten moment jestem w domu i czekam cierpliwie. Szukam i analizuję różne opcje. Nie wiem, czy po otrzymaniu pozwolenia będę pracowała w hotelu, czy się przekwalifikuję.

W pewnym sensie cieszę się, że mam ten czas dla siebie, by zastanowić się co dalej... Z drugiej strony tego czasu bywa aż nadto, dlatego mam nadzieję, że wkrótce podejmę jakieś decyzje.

Ostatnio spędziłam bardzo fajnie czas. Kilka dni temu W miał urodziny i wybraliśmy się do Oceanarium i spędziliśmy trochę czasu na plaży. (Obiad jedliśmy również w restauracji na plaży) Poza tym w pierwsze niedziele miesiąca wejście do kilku muzeum jest dla mieszkańców za darmo. Staram się wychodzić, planować, i powoli działać.

Kolejna rzecz którą żałuję, to że nie wypełniłam jednego dokumentu który pozwoliłby mi podróżować za granicę podczas, gdy moje wnioski muszą być rozpatrzone. Mogłabym teraz przyjechać do Polski, albo chociaż mieć niewielki urlop gdzieś poza granicami USA. Znużona ilością wniosków (których było naprawdę bardzo dużo) chciałam mieć to za sobą. I nie obowiązkowych nie wypełniłam. A szkoda.

Żeby nie było, że w tym wpisie tylko marudzę, wysyłam Wam kilka zdjęć z naszego czasu wolnego.

PS: Niedługo W zaczyna nową pracę na lotnisku Jest bardzo podekscytowany
 

 
Hej! Odzywam się po ponad 5 miesiącach. Nie sądziłam, że kiedykolwiek wrócę na bloga. Próbowałam dodać notatki kilkukrotnie i pojawiał się błąd więc z czasem odpuściłam.

W skrócie. Wyszłam za mąż za Amerykanina. Z miłości. 4 miesiące temu. Wzięliśmy ślub w tajemnicy.
Dzisiaj zakończyłam swój staż w hotelu. Przez ostatnie kilka miesięcy miałam to stanowisko co chciałam. Przyznam szczerze, że nie mam już takiego parcia na hotele odkąd dostałam się do tego wymarzonego. Daleki od ideału, jednak sporo się nauczyłam.

Teraz czekam na pozwolenie na pracę i w ciągu najbliższych 2 tygodni będę zastanawiała się co dalej. Na prześlicznej wyspie-Key West.
Podpisałam umowę na mieszkanie do końca roku, więc zostanę tutaj jeszcze trochę. Potem rozważamy przeniesienie się do Orlando.

A tak wyglądam teraz:
  • awatar Poucette: Kochana tak mi Ciebie brakowało ! Cieszę się, że jesteś. To piękne jak potoczyło się Twoje życie
  • awatar ms moth: Jakoś nie pasuje mi do Ciebie te zdanie: "Nie sądziłam, że kiedykolwiek wrócę na bloga", bo zawsze pisałaś tu z takim entuzjazmem, byłaś bardzo aktywna i miałaś dużo ciekawych rzeczy do opowiedzenia. Szczerze? Martwiłam się momentami, że tak długo nie dajesz znaku życia i niezmiernie się ucieszyłam gdy zobaczyłam ten post. <3 Przepiękne masz teraz włosy, kolor, fryzura - no po prostu ogień <3 No i wow! Ślub?! Zaskoczyłaś mnie totalnie, pospieszyliście się. :P Ale skoro się kochacie to nic tylko życzyć szczęścia na nowej drodze życia! :* Żywię nadzieję, że pomimo długiej przerwy, zmian w życiu i problemów z pingerem wrócisz do blogowania i dalej będzie Ci to sprawiało taką radość. Pozdrawiam ciepło :)
  • awatar Maadosia: Pięknie wyglądasz! Gratuluję ślubu!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Czas który spędziłam w Waszyngtonie D.C. był zdecydowanie potrzebny. Mimo stresu, ewakuacji, niepewności, cieszę się że mogłam tam być.

Jeśli chodzi o hotel, to każdego dnia nasza ekipa rośnie w siłę(jeśli chodzi o porządkowanie hotelu i naprawy). Zapomniałam Wam wspomnieć, że jakieś 3 tygodnie przed huraganem dostałam to stanowisko na którym mi zależało na pół etatu. Teraz ponieważ wiele osób po prostu nie wraca automatycznie dorzucono mi pół. To będzie pracowity czas, wielu pracowników zdecydowało się odejść nie mniej jednak wierzę, że poradzimy sobie ze wszystkim.






























 

 
Próbuję wrócić do codziennej rutyny. Naprawdę nie powinnam narzekać,nie odniosłam żadnych obrażeń, moje rzeczy przetrwały, spędziłam tylko 11 dni poza Key West.

Wiele osób które znam nie miały tyle szczęścia.
Moja znajoma, R, straciła swój dom. Totalnie zniszczony.

Pewien starszy Pan który niedawno zatrudnił się do mojego hotelu jako pomoc w restauracji nie miał dokąd pójść.
Wiecie, gdy dostałam wiadomość o przymusowej ewakuacji, musiałam się wynieść z mieszkania dnia następnego, do godziny 12 w południe. Nadal pracowałam tego dnia.
Wtedy mieszkałam kilka dni z W i jego mamą.
Potem pojechaliśmy do Tampy skąd mieliśmy lot do Waszyngtonu. Większość pobytu spędziłam w Waszyngtonie, mieszkając w hotelach sieci dla której pracuję. Następnie wróciliśmy do Tampy czekając kiedy pozwolą na wjazd do Key West.

Ten starszy Pan zdecydował się ewakuować do szkoły, jak 300 innych osób, gdzie został okradziony (spieniężył swoją dwutygodniową wypłatę), zabrali również jego telefon i okulary. Dlatego następnego dnia spał po huraganie na ulicy. Wyobrażacie to sobie?

Ciężko jest wrócić do normalności. Hotel w którym pracuję i restauracja (na zewnątrz) trochę oberwały z racji że znajdują się tuż przy oceanie. Jednak jest to zabytkowy budynek, prawie 100 lat więc konieczna jest również renowacja. Hotel będzie zamknięty do 13 października, dlatego zastanawiałam się, czy wrócić na 3 tygodnie do domu. Bilety są natomiast bardzo drogie, oraz powrót do pracy byłby jeszcze trudniejszy, dlatego zdecydowałam się pomóc sprzątać obiekt oraz przenosić rzeczy do restauracji. Każdego dnia hotel wygląda coraz lepiej. Chcę być tego częścią.

Nie mogę się doczekać, kiedy wszystko wróci do normy.

PS:Miałam duże szczęście, dwa drzewa przewróciły się, ale mój rower nie ucierpiał bo był pomiędzy.
















  • awatar Keight: @Catrisa: Zgadzam się w zupełności ;/
  • awatar Keight: @Marylla1: Dziękuję!
  • awatar Marylla1: Trzymaj się kochana. Najważniejsze że jesteś cała i zdrowa :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie wiem kiedy bedziemy mogli wrocic do Key West.
Na chwile obecna nie ma tam pradu ani wody, caly czas sprawdzane sa mosty.

Bardzo to wszystko wzielam do siebie, potrzebowalam sie wyciszyc i uspokoic, poniewaz cale to wydarzenie wydaje sie surrealistyczne.

Jutro trzeci raz zmieniam hotel, lecimy do Tampy, Floryda.

Najlepszy przyjaciel mojego chlopaka W zajal sie nami podczas naszego wyjazdu do Waszyngtonu.
Pokazal nam jego ulubione atrakcje oraz zabral nas do gazety w ktorej pracuje, renomowanej "The Washington Post". Mimo ze nie zrobilam zdjec w srodku, poniewaz nie chcialam przeszkadzac pracujacym tam ludziom mam kilka fot z dachu budynku,widoki sa cudowne.

Postaram sie to wszystko pozbierac po powrocie na chwile obecna nie mam nawet laptopa, w momencie w ktorym zdecydowalam sie ewakuowac zabralam jedynie kilka rzeczy oraz bagaz podreczny.
Mam informacje ze moj hotel ma sie w porzadku, tyle szczescia niestety nie mialo miejsce z ktorego pochodzi W- Big Pine Key, prawie wszystkie budynki ulegly calkowitemu zniszczeniu.

Czytam te komentarze, ogromnie mam dziekuje ze jestescie.
Dziekuje takze mojej rodzinie i przyjaciolom, ze sie o mnie martwicie. Na pewno byloby mi zdecydowanie ciezej, ale mam przy sobie W, oraz jego mame.
C odwalil wspaniala robote, jesli chodzi o oprowadzanie nas po miescie oraz spedzanie z nami jego czasu wolnego.

Naprawde mam duze wsparcie. Nie jestem pewna co z moim mieszkaniem pracowniczym, w jakim jest stanie, oraz domem ktory wynajmowal W, do ktorego transportowalam wiekszosc swoich rzeczy. Mimo wszystko juz nawet mi nie zal, ciesze sie, ze jestesmy cali i zdrowi. Nie jestem tylko pewna jak dlugo zajmie nam tulaczka. Jesli zdecydowanie za dlugo, musze zawiadomic agencje wtedy odbylabym moj staz w innym stanie.
  • awatar Poucette: To jest najważniejsze, że żyjecie, jesteście razem cali i bezpieczni
  • awatar Caymanka: Ważne, że żyjecie! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chce Was poinformowac ze po wielu trudach i odwolanych lotach jestem w Waszyngtonie D.C.

Dziekuje za troske. Przeraza mnie to wszystko.
W momencie gdy w moim zyciu ukladalo sie genialnie to sie zdarzylo... Dzieki Bogu ucieklismy.
Postaram sie opowiedziec Wam to wszystko nastepnym razem.

Dziekuje za komentarze, sciskam.
  • awatar Amandaa7: W tej chwili potrzebujesz czasu aby trochę wyciszyć swoje emocje. Nie jest łatwo gdy nie wiesz co dalej. Pamiętaj, że jestem z Tobą całym serduchem. Ściskam bardzo mocno :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Moi drodzy, to co teraz się dzieje jest zdecydowanie straszniejsze niż mogłabym oczekiwać.
Uderzy w nas huragan Irma. Dostał on kategorię 5 w 5-stopniowej skali, dlatego zarządzono ewakuację.
Hotel w którym pracuje zostanie zamknięty jutro o 12.

Do 12 muszę się też wynieść z mieszkania, tymczasem hotel nie przewidział nic dla pracowników. Tak naprawdę teraz ciężko dojechać gdziekolwiek, wszędzie będą korki, ludzie muszą opuścić Key West. Ciężko już dostać bilety, a do wielu miejsc jest już za późno na zakup. Jeśli chodzi o mnie to w najtrudniejszy czas wyniosę się do Waszyngtonu.
Wczoraj jeszcze bilety kosztowały $150 dziś kupiłam je za ponad $500. Moja tablica na fejsie oblepiona jest nowymi prognozami i wiadomościami znajomych dokąd się wybierają.


Nawet nie wiem co mam powiedzieć, pakuję się już teraz,w tym momencie muszę znaleźć tymczasowe zakwaterowanie do piątku, do lotu.
Nie mam pojęcia czy to co zostawię za sobą znajdę po powrocie. Nie mam nawet pojęcia czy budynek w którym mieszkam będzie dalej stał. To potworna walka z żywiołem z którym na dobrą sprawę nie da się wygrać. Mam natomiast nadzieję, że nikomu nic się nie stanie...
  • awatar Amandaa7: Nawet nie wyobrażam sobie co czujesz w tym momencie. Strasznie mnie zaniepokoiłaś. Daj mi proszę koniecznie znać jak będziesz już w miarę bezpiecznym miejscu :*
  • awatar Marylla1: Niestety ale 5 a nawet 4 kategoria zmiecie te waszą okolicę z powierzchni ziemi.Może to i dobrze, tam tyle bałwochwalczych cielców przeciwko Bogu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zaskakujące jest jak łatwo zapomina się o tym co spotkało nas dobrego (4 Lipca był genialny) a skupia się na wszystkich mało pozytywnych aspektach (transfer mojego najbardziej motywującego szefa do Nowego Jorku tydzień temu).
Wiecie kochani, tak naprawdę zapomniałam kto ma kontrolę nad moim samopoczuciem. I niezależnie od okoliczności będę mną- oddaną swojej pracy i zaangażowaną we wszystko co robię.

Muszę pisać tutaj częściej, naprawdę pomaga. Ściskam czule













 

 
Nienawidzę się skarżyć, dlatego bardzo długo zwlekałam z odezwaniem się tutaj. Moje dni wolne są bardzo fajne (jeden w tygodniu!)i jestem szalenie szczęśliwa z moim W. To 2,5 miesiąca odkąd jesteśmy razem. Cyfra nie robi wrażenia, natomiast na mnie robi wrażenie każda sekunda razem.

Z ogromnym trudem piszę Wam, że mój wymarzony hotel już dawno przestał być wymarzonym i czasem jedynym powodem dla którego tu jestem jest W. Nie chcę być deportowana. Sielanka trwała i tak długo. Jak to ja, włożyłam całe swoje serce by zapewnić najwyższą jakość obsługi, mimo zaledwie jednego dnia wolnego w tygodniu byłam zawsze dostępna pod telefonem i nie raz zastępowałam kogoś na innym stanowisku niż moje. Tymczasem w momencie gdy nie dałam rady fizycznie jeden dzień ponieważ się rozchorowałam miałam prawdopodobnie najmniej przyjemną rozmowę w moim życiu ponieważ nie uważają, że mogą na mnie dalej liczyć. Uważam to za okrutnie niesprawiedliwe.

I nie zależy mi już na hotelu. W dni wolne wyłączam telefon. Moje obiecane stanowisko po raz kolejny wpadło w ręce kogoś innego. Kurczę, czuję się źle. Ciągle poświęcam swój czas poza pracą by się do niej lepiej przygotowywać.
Szef wypomniał mi, że powiedziałam, że dobrze radzę sobie w tak gorącym klimacie bo pracowałam już w Galveston w Teksasie i na Ibizie. Oczywiście, ponieważ mogłam przewidzieć że rozchoruję się 21 lipca 2017 o godzinie...

Jakby tego było mało dziś dostałam przypomnienie z programu że za 10 dni powinnam po raz pierwszy zmienić stanowisko. Z tym, że ja zmieniam je zdecydowanie za dużo razy, ponieważ zazwyczaj robię to, czego na dany moment potrzebują.

I powiedziałabym, że w tym momencie kończy się mój amerykański sen, bo naprawdę mam ochotę to olać, ale nie pozwolę na to. Nie po to walczyłam tyle czasu. Nie przywykłam odpuszczać gdy coś nie idzie po mojej myśli.

PS: w kolejnym poście dodam trochę zdjęć, bo teraz spieszę się do pracy.
 

 
17 dni, chyba moja najdłuższa blogowa przerwa.

Czasami człowiek zasuwa bardzo dużą liczbę godzin tylko po to by udowodnić, że jest trudny do zastąpienia i lojalny. Czuję natomiast że idzie to w niewłaściwym kierunku i oczekiwania właściwie tylko rosną.

Zapewne ciągnęłabym to zdecydowanie dłużej, tryb praca-spanie, ale szalenie to człowieka wypala, gdy budzi się kolejnego dnia tylko po to by pracować i teraz obiecuję sobie już nie przeginać.

Ponieważ jestem stażystką, mogę zmieniać stanowiska w ramach mojego działu i muszę Wam powiedzieć że najbliższe 2-3 miesiące nieco odpocznę. Również dlatego, że tutaj jesteśmy poza sezonem. Frekwencja spada i jest nie do wytrzymania gorąco. Ale ani myślę się poddać

  • awatar Keight: Dziękuję Wam wszystkim. Zamierzam wrócić na bloga, ponieważ wspaniale jest mieć wsparcie, nawet jeśli jest wirtualne. Mam nadzieję, że moja ścieżka do celu będzie nieco prostsza, a jeśli nie muszę wyprostować ją sama.
  • awatar destroyed enemy: Powodzenia!
  • awatar Poucette: Nie poddawaj sie w walce o marzenia, ale też nie zapominaj o sobie. Nawet w najbardziej zabieganym tygodniu znajdź chwilę aby zamknąć oczy o pomyśleć, pobyć w ciszy i nie zatracić się zupełnie w w tym szaleństwie. Trzymaj się, z niecierpliwością czekam na kolejne wieści :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Miałam naprawdę genialne urodziny.

Wracałam do domu około godziny 0.00, A już na mnie czekała z ciastkiem, szampanem i przekąskami. Totalnie się nie spodziewałam, zwłaszcza że nie do końca zdawałam sobie sprawę, że jest już tak późno.






Przede wszystkim cieszę się w świetle ostatnich wydarzeń, że przetrwałam do 24 urodzin.
Cieszę się, że jestem cała i zdrowa, że mam możliwości rozwoju i bycia na malowniczej wyspie.

Mój chłopak sprawił mi naprawdę cudowny prezent i zabrał mnie do Dolphin Research Center na wyspie Marathon.














Ogromnie chciałam podzielić się z Wami tym wydarzeniem. Z reguły nigdy nie lubiłam urodzin i kilka lat temu zaczęłam co roku robić coś ciekawego, typu bungee czy wyjazd do innego kraju, by je sobie "odczarować", uczynić milszymi. Nie jest to związane z liczbą lat, ponieważ to wspaniałe nabierać nowe doświadczenia. Te urodziny z pewnością należały do moich ulubionych.
  • awatar Keight: @kerastani: heh, dziękuję :*
  • awatar Keight: @~ ..: Ogromnie dziękuję :*
  • awatar Keight: @Mi ki <3: Cieszę się, że miałaś wspaniałe 23 urodziny :) Dziękuję :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Podczas gdy jestem a to zachwycona moim życiem na wyspie, a to wkurzeniem na pracę, skupiłam się na codzienności i nie chciałam dzielić się zbyt wieloma szczegółami z życia, by nie naruszać niczyjej prywatności...

No i dzisiaj, po pracy, gdy wracałam ze sklepu, zmęczona, rozkojarzona, myśląca o niebieskich migdałach i wybieraniu pocztówek omal dałam się przejechać przez rozpędzony samochód. I nie chcę grać osoby bawiącej się w dramaty, ale faktycznie jestem tym przytłoczona. Nie wiem co powiedzieć. Przechodziłam przez przejście dla pieszych i gdyby nie A nie wiem co byłoby dalej. Rzadko wychodzimy razem, ostatnio gdy ją przenieśli jeszcze rzadziej i naprawdę miałam dzikiego farta. Myślę, że żadne słowa podziękować nie oddadzą tego co zrobiła. Naturalna reakcja ale wyciągnęła mnie prawie spod kół.

Czy teraz będę przewartościowywała życie i zachowywała się inaczej? Nie mam zielonego pojęcia. Na co dzień nie myślę przecież że możemy zginąć każdego dnia, o tym że bierzemy wszystko za pewnik i nie doceniamy drobnostek. Na razie jestem przytłoczona i tylko kołacze mi serce. Wszyscy śpią, nie zadzwonię więc do nikogo. Posiedzę chwilę z A i spróbuję przetrawić fakt, jak było blisko.
  • awatar Keight: Pięknie napisane Poucette, przeczytałam tą wiadomość dziesiątki razy, ma ona dla mnie ogromne przesłanie, dziękuję :*
  • awatar Poucette: Dziwnie się to czyta bo nagle zdałam sobie sprawę jak prawdziwe jest każde słowo. Dziwne też jest to, ze moja pierwsza reakcja to strach - jak bardzo brakowało by mi ciebie gdyby stało Ci się coś złego. I to też wpisuje się w twoje przemyślenia, zatracamy się w codzienności nie zdając sobie sprawy, ze każda chwilą może być ta ostatnia dla nas albo dla tych na których nam zależy. Wtedy nagle się okazuje, ze wiele spraw za którymi gonimy nie ma znaczenia, a tak naprawdę możemy stracić coś co jest dla nas naprawdę ważne. Tylko kiedy to dostrzezemy może być już za późno. Ciesze się z całego serca, ze A była wtedy przy tobie. Mam nadzieje, ze ta okropna sytuacja pomoże Ci dojrzeć co i kto tak naprawdę buduje twoje wewnętrzne szczęście i siłę
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W życiu nie byłam szczęśliwsza. Wszyscy mówią mi "eh, początki". I oczywiście wiem, że wiele rzeczy się zmienia, tymczasem czemu natomiast nie mam sobie pozwolić na bycie absolutnie szczęśliwą?

Pewnie pamiętacie, że rok temu smuciłam się, jęczałam, żaliłam. Właściwie już pod koniec gdziekolwiek nie trafiałam do hotelu było gorzej i gorzej. I teraz, gdy jestem gdzie lubię i bywają trudności, oczywiście całe mnóstwo, ciągle czuję że "mam jaja" do tej pracy, że wyrobiłam w sobie masę siły i pod żadnym pozorem nie pozwolę sobie wejść na głowę.

Ciągle widzę, jak dużo zrobiłam dla siebie. Cały ten wyjazd był wymarzony i poniekąd rozplanowany prawie 3 lata, gdy pomysł śmignął mi przez myśl coraz pierwszy. I po wielu porażkach byłam całkowicie gotowa odpuścić, moja mama natomiast miała rację, by spróbować jeszcze ten jeden ostatni raz. No i jestem.


Czasami oczywiście wkurzam się, bo tak wyszło że mój chłopak jest Amerykaninem. I ludzie, głównie z Polski widzą to tak, jakbym po prostu znalazła alternatywę po przegraniu loterii wizowej.
Co na to W? Czasem mówi, że jest polakiem, ponieważ jego babcia była polką

To trochę niesprawiedliwe, ponieważ OK, fajnie byłoby móc zostać, tj. mieć świadomość że po 12 miesiącach nikt Cie stąd nie wygoni, ale równie dobrze moglibyśmy przenieść się do jakiegoś europejskiego kraju, albo chociażby Kanady, bez żadnej presji.

Myślę, że wiele osób za bardzo bierze sobie do serca wszystkie piękne filmy i wyobraża sobie to nadal jako krainę mlekiem i miodem płynącą, tymczasem tutaj naprawdę trzeba ciężko pracować.

A propo, ostatnio pracowałam w "tym drugim" hotelu. Siostrzyczce. Jest przepiękny, zapiera dech w piersiach. Ale praca wcale nie przypadła mi do gustu, nie stawiała żadnych wyzwań, była szalenie monotonna, więc jak wróciłam do siebie niemalże skakałam z radości

Tutaj z moim chłopakiem.



Żartowałam. Chciałabym zobaczyć minę mojej mamy
To jakiś koleś którego zobaczyłam w barze, zrobiłam zdjęcie z powodu niecodziennego stroju

Wyjście po pracy




  • awatar Keight: Dziękuję Poucette :)
  • awatar Keight: @Poucette: Wspaniałe życzenia!
  • awatar Poucette: Cokolwiek by się nie działo olej innych i patrz na swoje szczęście. Masz przed sobą całe życie i cały świat, najważniejsze abyć znalzała swoje miejsce na Ziemi, miejsce gdzie pomimo gorszych chwil czy prozy codziennych obowiązków będziesz wiedziała, że uśmiech wróci. Bardzo Ci tego życzę kochana :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Starałam się przygotować ten wpis już dawno temu, żeby opisywać masę emocji na bieżąco.
Dzielenie się wszystkim, co dzieje się w mojej głowie właśnie teraz przychodzi mi z trudem.

Może dlatego, że nie miałam w sobie takiej ilości różnych uczuć jednocześnie?

Nazwałabym w tym momencie moje życie całkowicie nieprzewidywalnym.


Jestem w związku.




























  • awatar Poucette: Gratulacje ! Mam nadzieję, że obecność ej drugiej połówki pomoże poukładać wszystkie uczucia i sprawi, że będą one jak najbardziej pozytywne :)
  • awatar Amandaa7: Gratuluję :* obyś była szczęśliwa. Mając przy sobie odpowiednią osobę, daje jeszcze większą siłę :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ostatnio dostaję znacznie więcej wiadomości. Myślę, że to dlatego, że nie odzywałam się już kawał czasu.

Za tydzień minie 2 miesiące pracy w Key West, minęło 58 dni odkąd przyjechałam.

Koniec statystyk. Zauważyłam, że motywacja ze mnie stopniowo ucieka. Nie chciałam więc dzielić się moim "podłym" humorem. W pracy oczywiście uśmiechałam się jak zawsze, ponieważ ma to ogromny wpływ na jakoś obsługi.

Wczoraj sprawdziłam wyniki loterii wizowej. Jak łatwo przewidzieć, nie zostałam wylosowana. Jaką reakcję to we mnie wywołało. Z jednej strony marzyłam, by pozostać na wyspie, z drugiej odetchnęłam z ulgą, jest tyle możliwości i zamierzam walczyć, ryzykować, spełniać marzenia.

Ostatnio dostałam propozycję przeprowadzenia się na Dominikanę, Karaiby. Mam 10 miesięcy żeby rozważyć wszystkie za i przeciw, musiałabym baaardzo przycisnąć hiszpański.


Nie odzywam się zbyt często ponieważ ostatnio kilka osób poszło na urlop i pracuję więcej.

Taki najsmutniejszy dla mnie news to że nie awansowałam.
Pięknego pięknego dnia przychodzę do pracy a mój szef się przeniósł bądź odszedł. Po czym za dwa dni spotykam na swej drodze nową, młodą, piękną blondynkę która dostała obiecane mi stanowisko. Staram się nie być okrutnym zazdrośnikiem i być pomocna, jednak gdy zadaje ona pytania mi, które po prostu wiem, bo pracuję tu dłużej coś w środeczku pęka.

Dostałam coś na zasadzie pół awansu. Nie szczycę się tym, ponieważ moja pensja nie wzrosła nawet o centa, wzrósł jedynie zakres obowiązków i odpowiedzialność.

Ostatnio chodzę też wku*wiona bo moja ulubiona osoba z hotelu odchodzi. Rotacja jest straszna. Tak więc, byle się nie przyzwyczajaj.

Recepta jest jedna. To, że miałam parę beznadziejnych dni, nie pozwolę na to by moje 10 miesięcy były beznadziejne.
Na razie masa pracy, ale jak trochę zarobię, odbiję to sobie.

Mam dużo niezrealizowanych pomysłów i uczę się cierpliwości.

Bardzo dużo pracuję nad sobą i uczę się w ramach mojej hotelowej pracy. Wierzę, że jeszcze przyjdzie mój czas.



























  • awatar Keight: @blackberryswirl: Zgadzam się, że rotacja działa na moją korzyść, to jedyna szansa na awans w tym momencie. Zostanę tu jeszcze 10 miesięcy, czyli tyle, na ile pozwala mi wiza :)
  • awatar Keight: @Poucette: Nie wiem, czy byłoby możliwe akurat w hotelu w którym pracuję, jakoś nie słyszałam żeby dołożono starań by ktoś miał wizę pracowniczą po zakończeniu stażu. A szkoda. Naprawdę wzięłam sobie Twoje słowa do serca! :) Pozdrawiam
  • awatar Keight: @Immortal Bitch♕ : Wybaczcie, że odpisuję dopiero teraz. Jestem pewna, że podołasz :) Masz natomiast jeszcze masę czasu, by zdecydować co chciałabyś robić. Pozdrawiam gorąco!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

47.

Dzisiaj A karmiła kurczaki (w Key West jest ich całe mnóstwo, chodzą po ulicy, można zobaczyć je nawet na parkingach) polędwiczkami z kurczaka. Czy to już kanibalizm?

Mimo że byłam wykończona wczoraj, przespałam się 3 godzinki i odwiedziłam ze znajomym restaurację "Better than sex". Zawsze śmiałam się do mamy, że lokalizacja blisko kościoła restauracji z deserami o takiej nazwie to nienajlepszy pomysł. Muszę Wam powiedzieć, że bawiłam się genialnie. Miałam nieco opory, ponieważ na zdjęciach miejsce wygląda trochę jak jakiś burdel:
http://www.betterthansexkeywest.com/#designpage
albo coś wyjętego żywcem z 50twarzy Greya

Ale ciekawość wzięła górę i miałam najlepszy deser w swoim życiu

Oglądaliście "Azyl"? Idę jutro na to do kina, kolejny raz przez ciekawość. Tyle razy w pracy słyszałam, że główna bohaterka brzmi totalnie jak ja.

Mniej więcej rozmowa wygląda zawsze tak, że ktoś mnie pyta czy oglądałam i w ogóle są podjarani, że akcja dzieje się w Polsce. Słodkie, prawda?









  • awatar Keight: @gość: Nigdzie nie podałam, że są czarnoskórzy, więc nie mogłeś tego wiedzieć. Oznacza to,że Cię znam. I nie potrafisz powiedzieć mi czegoś prosto w oczy, tylko ukrywasz się pod jakimiś anonimowymi komentarzami. Powinieneś się wstydzić.
  • awatar Gość: @Keight: ty ej nauczyłas te czarnule coś po Polsku mówić? Czy się wstydzisz coś takiego zaproponować? I weno podaj jej fejsa, fajna jest to sobie z nią pogadam. Wolna chociaż?
  • awatar Keight: @Poucette: Niestety, osoba z komentarzy używa wiary jako tarczy i choć nie wiemy zbyt wiele o jej życiu myślę, że próbuje usprawiedliwiać swoje niewłaściwe zachowanie wyrzucając coś innym. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś chce zmieniać świat, przede wszystkim należy zacząć od siebie. Dziękuję :) Film był pełen absurdów, ale zrelaksowałam się nieco. :) Nie potrafiłam zrobić też dobrego zdjęcia z powodu oświetlenia w BTS.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›