• Wpisów:38
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:18 dni temu
  • Licznik odwiedzin:7 519 / 221 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Czas który spędziłam w Waszyngtonie D.C. był zdecydowanie potrzebny. Mimo stresu, ewakuacji, niepewności, cieszę się że mogłam tam być.

Jeśli chodzi o hotel, to każdego dnia nasza ekipa rośnie w siłę(jeśli chodzi o porządkowanie hotelu i naprawy). Zapomniałam Wam wspomnieć, że jakieś 3 tygodnie przed huraganem dostałam to stanowisko na którym mi zależało na pół etatu. Teraz ponieważ wiele osób po prostu nie wraca automatycznie dorzucono mi pół. To będzie pracowity czas, wielu pracowników zdecydowało się odejść nie mniej jednak wierzę, że poradzimy sobie ze wszystkim.






























 

 
Próbuję wrócić do codziennej rutyny. Naprawdę nie powinnam narzekać,nie odniosłam żadnych obrażeń, moje rzeczy przetrwały, spędziłam tylko 11 dni poza Key West.

Wiele osób które znam nie miały tyle szczęścia.
Moja znajoma, R, straciła swój dom. Totalnie zniszczony.

Pewien starszy Pan który niedawno zatrudnił się do mojego hotelu jako pomoc w restauracji nie miał dokąd pójść.
Wiecie, gdy dostałam wiadomość o przymusowej ewakuacji, musiałam się wynieść z mieszkania dnia następnego, do godziny 12 w południe. Nadal pracowałam tego dnia.
Wtedy mieszkałam kilka dni z W i jego mamą.
Potem pojechaliśmy do Tampy skąd mieliśmy lot do Waszyngtonu. Większość pobytu spędziłam w Waszyngtonie, mieszkając w hotelach sieci dla której pracuję. Następnie wróciliśmy do Tampy czekając kiedy pozwolą na wjazd do Key West.

Ten starszy Pan zdecydował się ewakuować do szkoły, jak 300 innych osób, gdzie został okradziony (spieniężył swoją dwutygodniową wypłatę), zabrali również jego telefon i okulary. Dlatego następnego dnia spał po huraganie na ulicy. Wyobrażacie to sobie?

Ciężko jest wrócić do normalności. Hotel w którym pracuję i restauracja (na zewnątrz) trochę oberwały z racji że znajdują się tuż przy oceanie. Jednak jest to zabytkowy budynek, prawie 100 lat więc konieczna jest również renowacja. Hotel będzie zamknięty do 13 października, dlatego zastanawiałam się, czy wrócić na 3 tygodnie do domu. Bilety są natomiast bardzo drogie, oraz powrót do pracy byłby jeszcze trudniejszy, dlatego zdecydowałam się pomóc sprzątać obiekt oraz przenosić rzeczy do restauracji. Każdego dnia hotel wygląda coraz lepiej. Chcę być tego częścią.

Nie mogę się doczekać, kiedy wszystko wróci do normy.

PS:Miałam duże szczęście, dwa drzewa przewróciły się, ale mój rower nie ucierpiał bo był pomiędzy.
















  • awatar Keight: @Catrisa: Zgadzam się w zupełności ;/
  • awatar Keight: @Marylla1: Dziękuję!
  • awatar Marylla1: Trzymaj się kochana. Najważniejsze że jesteś cała i zdrowa :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie wiem kiedy bedziemy mogli wrocic do Key West.
Na chwile obecna nie ma tam pradu ani wody, caly czas sprawdzane sa mosty.

Bardzo to wszystko wzielam do siebie, potrzebowalam sie wyciszyc i uspokoic, poniewaz cale to wydarzenie wydaje sie surrealistyczne.

Jutro trzeci raz zmieniam hotel, lecimy do Tampy, Floryda.

Najlepszy przyjaciel mojego chlopaka W zajal sie nami podczas naszego wyjazdu do Waszyngtonu.
Pokazal nam jego ulubione atrakcje oraz zabral nas do gazety w ktorej pracuje, renomowanej "The Washington Post". Mimo ze nie zrobilam zdjec w srodku, poniewaz nie chcialam przeszkadzac pracujacym tam ludziom mam kilka fot z dachu budynku,widoki sa cudowne.

Postaram sie to wszystko pozbierac po powrocie na chwile obecna nie mam nawet laptopa, w momencie w ktorym zdecydowalam sie ewakuowac zabralam jedynie kilka rzeczy oraz bagaz podreczny.
Mam informacje ze moj hotel ma sie w porzadku, tyle szczescia niestety nie mialo miejsce z ktorego pochodzi W- Big Pine Key, prawie wszystkie budynki ulegly calkowitemu zniszczeniu.

Czytam te komentarze, ogromnie mam dziekuje ze jestescie.
Dziekuje takze mojej rodzinie i przyjaciolom, ze sie o mnie martwicie. Na pewno byloby mi zdecydowanie ciezej, ale mam przy sobie W, oraz jego mame.
C odwalil wspaniala robote, jesli chodzi o oprowadzanie nas po miescie oraz spedzanie z nami jego czasu wolnego.

Naprawde mam duze wsparcie. Nie jestem pewna co z moim mieszkaniem pracowniczym, w jakim jest stanie, oraz domem ktory wynajmowal W, do ktorego transportowalam wiekszosc swoich rzeczy. Mimo wszystko juz nawet mi nie zal, ciesze sie, ze jestesmy cali i zdrowi. Nie jestem tylko pewna jak dlugo zajmie nam tulaczka. Jesli zdecydowanie za dlugo, musze zawiadomic agencje wtedy odbylabym moj staz w innym stanie.
  • awatar Poucette: To jest najważniejsze, że żyjecie, jesteście razem cali i bezpieczni
  • awatar Caymanka: Ważne, że żyjecie! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chce Was poinformowac ze po wielu trudach i odwolanych lotach jestem w Waszyngtonie D.C.

Dziekuje za troske. Przeraza mnie to wszystko.
W momencie gdy w moim zyciu ukladalo sie genialnie to sie zdarzylo... Dzieki Bogu ucieklismy.
Postaram sie opowiedziec Wam to wszystko nastepnym razem.

Dziekuje za komentarze, sciskam.
  • awatar Amandaa7: W tej chwili potrzebujesz czasu aby trochę wyciszyć swoje emocje. Nie jest łatwo gdy nie wiesz co dalej. Pamiętaj, że jestem z Tobą całym serduchem. Ściskam bardzo mocno :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Moi drodzy, to co teraz się dzieje jest zdecydowanie straszniejsze niż mogłabym oczekiwać.
Uderzy w nas huragan Irma. Dostał on kategorię 5 w 5-stopniowej skali, dlatego zarządzono ewakuację.
Hotel w którym pracuje zostanie zamknięty jutro o 12.

Do 12 muszę się też wynieść z mieszkania, tymczasem hotel nie przewidział nic dla pracowników. Tak naprawdę teraz ciężko dojechać gdziekolwiek, wszędzie będą korki, ludzie muszą opuścić Key West. Ciężko już dostać bilety, a do wielu miejsc jest już za późno na zakup. Jeśli chodzi o mnie to w najtrudniejszy czas wyniosę się do Waszyngtonu.
Wczoraj jeszcze bilety kosztowały $150 dziś kupiłam je za ponad $500. Moja tablica na fejsie oblepiona jest nowymi prognozami i wiadomościami znajomych dokąd się wybierają.


Nawet nie wiem co mam powiedzieć, pakuję się już teraz,w tym momencie muszę znaleźć tymczasowe zakwaterowanie do piątku, do lotu.
Nie mam pojęcia czy to co zostawię za sobą znajdę po powrocie. Nie mam nawet pojęcia czy budynek w którym mieszkam będzie dalej stał. To potworna walka z żywiołem z którym na dobrą sprawę nie da się wygrać. Mam natomiast nadzieję, że nikomu nic się nie stanie...
  • awatar Amandaa7: Nawet nie wyobrażam sobie co czujesz w tym momencie. Strasznie mnie zaniepokoiłaś. Daj mi proszę koniecznie znać jak będziesz już w miarę bezpiecznym miejscu :*
  • awatar Marylla1: Niestety ale 5 a nawet 4 kategoria zmiecie te waszą okolicę z powierzchni ziemi.Może to i dobrze, tam tyle bałwochwalczych cielców przeciwko Bogu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zaskakujące jest jak łatwo zapomina się o tym co spotkało nas dobrego (4 Lipca był genialny) a skupia się na wszystkich mało pozytywnych aspektach (transfer mojego najbardziej motywującego szefa do Nowego Jorku tydzień temu).
Wiecie kochani, tak naprawdę zapomniałam kto ma kontrolę nad moim samopoczuciem. I niezależnie od okoliczności będę mną- oddaną swojej pracy i zaangażowaną we wszystko co robię.

Muszę pisać tutaj częściej, naprawdę pomaga. Ściskam czule













 

 
Nienawidzę się skarżyć, dlatego bardzo długo zwlekałam z odezwaniem się tutaj. Moje dni wolne są bardzo fajne (jeden w tygodniu!)i jestem szalenie szczęśliwa z moim W. To 2,5 miesiąca odkąd jesteśmy razem. Cyfra nie robi wrażenia, natomiast na mnie robi wrażenie każda sekunda razem.

Z ogromnym trudem piszę Wam, że mój wymarzony hotel już dawno przestał być wymarzonym i czasem jedynym powodem dla którego tu jestem jest W. Nie chcę być deportowana. Sielanka trwała i tak długo. Jak to ja, włożyłam całe swoje serce by zapewnić najwyższą jakość obsługi, mimo zaledwie jednego dnia wolnego w tygodniu byłam zawsze dostępna pod telefonem i nie raz zastępowałam kogoś na innym stanowisku niż moje. Tymczasem w momencie gdy nie dałam rady fizycznie jeden dzień ponieważ się rozchorowałam miałam prawdopodobnie najmniej przyjemną rozmowę w moim życiu ponieważ nie uważają, że mogą na mnie dalej liczyć. Uważam to za okrutnie niesprawiedliwe.

I nie zależy mi już na hotelu. W dni wolne wyłączam telefon. Moje obiecane stanowisko po raz kolejny wpadło w ręce kogoś innego. Kurczę, czuję się źle. Ciągle poświęcam swój czas poza pracą by się do niej lepiej przygotowywać.
Szef wypomniał mi, że powiedziałam, że dobrze radzę sobie w tak gorącym klimacie bo pracowałam już w Galveston w Teksasie i na Ibizie. Oczywiście, ponieważ mogłam przewidzieć że rozchoruję się 21 lipca 2017 o godzinie...

Jakby tego było mało dziś dostałam przypomnienie z programu że za 10 dni powinnam po raz pierwszy zmienić stanowisko. Z tym, że ja zmieniam je zdecydowanie za dużo razy, ponieważ zazwyczaj robię to, czego na dany moment potrzebują.

I powiedziałabym, że w tym momencie kończy się mój amerykański sen, bo naprawdę mam ochotę to olać, ale nie pozwolę na to. Nie po to walczyłam tyle czasu. Nie przywykłam odpuszczać gdy coś nie idzie po mojej myśli.

PS: w kolejnym poście dodam trochę zdjęć, bo teraz spieszę się do pracy.
 

 
17 dni, chyba moja najdłuższa blogowa przerwa.

Czasami człowiek zasuwa bardzo dużą liczbę godzin tylko po to by udowodnić, że jest trudny do zastąpienia i lojalny. Czuję natomiast że idzie to w niewłaściwym kierunku i oczekiwania właściwie tylko rosną.

Zapewne ciągnęłabym to zdecydowanie dłużej, tryb praca-spanie, ale szalenie to człowieka wypala, gdy budzi się kolejnego dnia tylko po to by pracować i teraz obiecuję sobie już nie przeginać.

Ponieważ jestem stażystką, mogę zmieniać stanowiska w ramach mojego działu i muszę Wam powiedzieć że najbliższe 2-3 miesiące nieco odpocznę. Również dlatego, że tutaj jesteśmy poza sezonem. Frekwencja spada i jest nie do wytrzymania gorąco. Ale ani myślę się poddać

  • awatar Keight: Dziękuję Wam wszystkim. Zamierzam wrócić na bloga, ponieważ wspaniale jest mieć wsparcie, nawet jeśli jest wirtualne. Mam nadzieję, że moja ścieżka do celu będzie nieco prostsza, a jeśli nie muszę wyprostować ją sama.
  • awatar destroyed enemy: Powodzenia!
  • awatar Poucette: Nie poddawaj sie w walce o marzenia, ale też nie zapominaj o sobie. Nawet w najbardziej zabieganym tygodniu znajdź chwilę aby zamknąć oczy o pomyśleć, pobyć w ciszy i nie zatracić się zupełnie w w tym szaleństwie. Trzymaj się, z niecierpliwością czekam na kolejne wieści :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Miałam naprawdę genialne urodziny.

Wracałam do domu około godziny 0.00, A już na mnie czekała z ciastkiem, szampanem i przekąskami. Totalnie się nie spodziewałam, zwłaszcza że nie do końca zdawałam sobie sprawę, że jest już tak późno.






Przede wszystkim cieszę się w świetle ostatnich wydarzeń, że przetrwałam do 24 urodzin.
Cieszę się, że jestem cała i zdrowa, że mam możliwości rozwoju i bycia na malowniczej wyspie.

Mój chłopak sprawił mi naprawdę cudowny prezent i zabrał mnie do Dolphin Research Center na wyspie Marathon.














Ogromnie chciałam podzielić się z Wami tym wydarzeniem. Z reguły nigdy nie lubiłam urodzin i kilka lat temu zaczęłam co roku robić coś ciekawego, typu bungee czy wyjazd do innego kraju, by je sobie "odczarować", uczynić milszymi. Nie jest to związane z liczbą lat, ponieważ to wspaniałe nabierać nowe doświadczenia. Te urodziny z pewnością należały do moich ulubionych.
  • awatar Keight: @kerastani: heh, dziękuję :*
  • awatar Keight: @~ ..: Ogromnie dziękuję :*
  • awatar Keight: @Mi ki <3: Cieszę się, że miałaś wspaniałe 23 urodziny :) Dziękuję :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Podczas gdy jestem a to zachwycona moim życiem na wyspie, a to wkurzeniem na pracę, skupiłam się na codzienności i nie chciałam dzielić się zbyt wieloma szczegółami z życia, by nie naruszać niczyjej prywatności...

No i dzisiaj, po pracy, gdy wracałam ze sklepu, zmęczona, rozkojarzona, myśląca o niebieskich migdałach i wybieraniu pocztówek omal dałam się przejechać przez rozpędzony samochód. I nie chcę grać osoby bawiącej się w dramaty, ale faktycznie jestem tym przytłoczona. Nie wiem co powiedzieć. Przechodziłam przez przejście dla pieszych i gdyby nie A nie wiem co byłoby dalej. Rzadko wychodzimy razem, ostatnio gdy ją przenieśli jeszcze rzadziej i naprawdę miałam dzikiego farta. Myślę, że żadne słowa podziękować nie oddadzą tego co zrobiła. Naturalna reakcja ale wyciągnęła mnie prawie spod kół.

Czy teraz będę przewartościowywała życie i zachowywała się inaczej? Nie mam zielonego pojęcia. Na co dzień nie myślę przecież że możemy zginąć każdego dnia, o tym że bierzemy wszystko za pewnik i nie doceniamy drobnostek. Na razie jestem przytłoczona i tylko kołacze mi serce. Wszyscy śpią, nie zadzwonię więc do nikogo. Posiedzę chwilę z A i spróbuję przetrawić fakt, jak było blisko.
  • awatar Keight: Pięknie napisane Poucette, przeczytałam tą wiadomość dziesiątki razy, ma ona dla mnie ogromne przesłanie, dziękuję :*
  • awatar Poucette: Dziwnie się to czyta bo nagle zdałam sobie sprawę jak prawdziwe jest każde słowo. Dziwne też jest to, ze moja pierwsza reakcja to strach - jak bardzo brakowało by mi ciebie gdyby stało Ci się coś złego. I to też wpisuje się w twoje przemyślenia, zatracamy się w codzienności nie zdając sobie sprawy, ze każda chwilą może być ta ostatnia dla nas albo dla tych na których nam zależy. Wtedy nagle się okazuje, ze wiele spraw za którymi gonimy nie ma znaczenia, a tak naprawdę możemy stracić coś co jest dla nas naprawdę ważne. Tylko kiedy to dostrzezemy może być już za późno. Ciesze się z całego serca, ze A była wtedy przy tobie. Mam nadzieje, ze ta okropna sytuacja pomoże Ci dojrzeć co i kto tak naprawdę buduje twoje wewnętrzne szczęście i siłę
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W życiu nie byłam szczęśliwsza. Wszyscy mówią mi "eh, początki". I oczywiście wiem, że wiele rzeczy się zmienia, tymczasem czemu natomiast nie mam sobie pozwolić na bycie absolutnie szczęśliwą?

Pewnie pamiętacie, że rok temu smuciłam się, jęczałam, żaliłam. Właściwie już pod koniec gdziekolwiek nie trafiałam do hotelu było gorzej i gorzej. I teraz, gdy jestem gdzie lubię i bywają trudności, oczywiście całe mnóstwo, ciągle czuję że "mam jaja" do tej pracy, że wyrobiłam w sobie masę siły i pod żadnym pozorem nie pozwolę sobie wejść na głowę.

Ciągle widzę, jak dużo zrobiłam dla siebie. Cały ten wyjazd był wymarzony i poniekąd rozplanowany prawie 3 lata, gdy pomysł śmignął mi przez myśl coraz pierwszy. I po wielu porażkach byłam całkowicie gotowa odpuścić, moja mama natomiast miała rację, by spróbować jeszcze ten jeden ostatni raz. No i jestem.


Czasami oczywiście wkurzam się, bo tak wyszło że mój chłopak jest Amerykaninem. I ludzie, głównie z Polski widzą to tak, jakbym po prostu znalazła alternatywę po przegraniu loterii wizowej.
Co na to W? Czasem mówi, że jest polakiem, ponieważ jego babcia była polką

To trochę niesprawiedliwe, ponieważ OK, fajnie byłoby móc zostać, tj. mieć świadomość że po 12 miesiącach nikt Cie stąd nie wygoni, ale równie dobrze moglibyśmy przenieść się do jakiegoś europejskiego kraju, albo chociażby Kanady, bez żadnej presji.

Myślę, że wiele osób za bardzo bierze sobie do serca wszystkie piękne filmy i wyobraża sobie to nadal jako krainę mlekiem i miodem płynącą, tymczasem tutaj naprawdę trzeba ciężko pracować.

A propo, ostatnio pracowałam w "tym drugim" hotelu. Siostrzyczce. Jest przepiękny, zapiera dech w piersiach. Ale praca wcale nie przypadła mi do gustu, nie stawiała żadnych wyzwań, była szalenie monotonna, więc jak wróciłam do siebie niemalże skakałam z radości

Tutaj z moim chłopakiem.



Żartowałam. Chciałabym zobaczyć minę mojej mamy
To jakiś koleś którego zobaczyłam w barze, zrobiłam zdjęcie z powodu niecodziennego stroju

Wyjście po pracy




  • awatar Keight: Dziękuję Poucette :)
  • awatar Keight: @Poucette: Wspaniałe życzenia!
  • awatar Poucette: Cokolwiek by się nie działo olej innych i patrz na swoje szczęście. Masz przed sobą całe życie i cały świat, najważniejsze abyć znalzała swoje miejsce na Ziemi, miejsce gdzie pomimo gorszych chwil czy prozy codziennych obowiązków będziesz wiedziała, że uśmiech wróci. Bardzo Ci tego życzę kochana :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Starałam się przygotować ten wpis już dawno temu, żeby opisywać masę emocji na bieżąco.
Dzielenie się wszystkim, co dzieje się w mojej głowie właśnie teraz przychodzi mi z trudem.

Może dlatego, że nie miałam w sobie takiej ilości różnych uczuć jednocześnie?

Nazwałabym w tym momencie moje życie całkowicie nieprzewidywalnym.


Jestem w związku.




























  • awatar Poucette: Gratulacje ! Mam nadzieję, że obecność ej drugiej połówki pomoże poukładać wszystkie uczucia i sprawi, że będą one jak najbardziej pozytywne :)
  • awatar Amandaa7: Gratuluję :* obyś była szczęśliwa. Mając przy sobie odpowiednią osobę, daje jeszcze większą siłę :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ostatnio dostaję znacznie więcej wiadomości. Myślę, że to dlatego, że nie odzywałam się już kawał czasu.

Za tydzień minie 2 miesiące pracy w Key West, minęło 58 dni odkąd przyjechałam.

Koniec statystyk. Zauważyłam, że motywacja ze mnie stopniowo ucieka. Nie chciałam więc dzielić się moim "podłym" humorem. W pracy oczywiście uśmiechałam się jak zawsze, ponieważ ma to ogromny wpływ na jakoś obsługi.

Wczoraj sprawdziłam wyniki loterii wizowej. Jak łatwo przewidzieć, nie zostałam wylosowana. Jaką reakcję to we mnie wywołało. Z jednej strony marzyłam, by pozostać na wyspie, z drugiej odetchnęłam z ulgą, jest tyle możliwości i zamierzam walczyć, ryzykować, spełniać marzenia.

Ostatnio dostałam propozycję przeprowadzenia się na Dominikanę, Karaiby. Mam 10 miesięcy żeby rozważyć wszystkie za i przeciw, musiałabym baaardzo przycisnąć hiszpański.


Nie odzywam się zbyt często ponieważ ostatnio kilka osób poszło na urlop i pracuję więcej.

Taki najsmutniejszy dla mnie news to że nie awansowałam.
Pięknego pięknego dnia przychodzę do pracy a mój szef się przeniósł bądź odszedł. Po czym za dwa dni spotykam na swej drodze nową, młodą, piękną blondynkę która dostała obiecane mi stanowisko. Staram się nie być okrutnym zazdrośnikiem i być pomocna, jednak gdy zadaje ona pytania mi, które po prostu wiem, bo pracuję tu dłużej coś w środeczku pęka.

Dostałam coś na zasadzie pół awansu. Nie szczycę się tym, ponieważ moja pensja nie wzrosła nawet o centa, wzrósł jedynie zakres obowiązków i odpowiedzialność.

Ostatnio chodzę też wku*wiona bo moja ulubiona osoba z hotelu odchodzi. Rotacja jest straszna. Tak więc, byle się nie przyzwyczajaj.

Recepta jest jedna. To, że miałam parę beznadziejnych dni, nie pozwolę na to by moje 10 miesięcy były beznadziejne.
Na razie masa pracy, ale jak trochę zarobię, odbiję to sobie.

Mam dużo niezrealizowanych pomysłów i uczę się cierpliwości.

Bardzo dużo pracuję nad sobą i uczę się w ramach mojej hotelowej pracy. Wierzę, że jeszcze przyjdzie mój czas.



























  • awatar Keight: @blackberryswirl: Zgadzam się, że rotacja działa na moją korzyść, to jedyna szansa na awans w tym momencie. Zostanę tu jeszcze 10 miesięcy, czyli tyle, na ile pozwala mi wiza :)
  • awatar Keight: @Poucette: Nie wiem, czy byłoby możliwe akurat w hotelu w którym pracuję, jakoś nie słyszałam żeby dołożono starań by ktoś miał wizę pracowniczą po zakończeniu stażu. A szkoda. Naprawdę wzięłam sobie Twoje słowa do serca! :) Pozdrawiam
  • awatar Keight: @Immortal Bitch♕ : Wybaczcie, że odpisuję dopiero teraz. Jestem pewna, że podołasz :) Masz natomiast jeszcze masę czasu, by zdecydować co chciałabyś robić. Pozdrawiam gorąco!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

47.

Dzisiaj A karmiła kurczaki (w Key West jest ich całe mnóstwo, chodzą po ulicy, można zobaczyć je nawet na parkingach) polędwiczkami z kurczaka. Czy to już kanibalizm?

Mimo że byłam wykończona wczoraj, przespałam się 3 godzinki i odwiedziłam ze znajomym restaurację "Better than sex". Zawsze śmiałam się do mamy, że lokalizacja blisko kościoła restauracji z deserami o takiej nazwie to nienajlepszy pomysł. Muszę Wam powiedzieć, że bawiłam się genialnie. Miałam nieco opory, ponieważ na zdjęciach miejsce wygląda trochę jak jakiś burdel:
http://www.betterthansexkeywest.com/#designpage
albo coś wyjętego żywcem z 50twarzy Greya

Ale ciekawość wzięła górę i miałam najlepszy deser w swoim życiu

Oglądaliście "Azyl"? Idę jutro na to do kina, kolejny raz przez ciekawość. Tyle razy w pracy słyszałam, że główna bohaterka brzmi totalnie jak ja.

Mniej więcej rozmowa wygląda zawsze tak, że ktoś mnie pyta czy oglądałam i w ogóle są podjarani, że akcja dzieje się w Polsce. Słodkie, prawda?









  • awatar Keight: @gość: Nigdzie nie podałam, że są czarnoskórzy, więc nie mogłeś tego wiedzieć. Oznacza to,że Cię znam. I nie potrafisz powiedzieć mi czegoś prosto w oczy, tylko ukrywasz się pod jakimiś anonimowymi komentarzami. Powinieneś się wstydzić.
  • awatar Gość: @Keight: ty ej nauczyłas te czarnule coś po Polsku mówić? Czy się wstydzisz coś takiego zaproponować? I weno podaj jej fejsa, fajna jest to sobie z nią pogadam. Wolna chociaż?
  • awatar Keight: @Poucette: Niestety, osoba z komentarzy używa wiary jako tarczy i choć nie wiemy zbyt wiele o jej życiu myślę, że próbuje usprawiedliwiać swoje niewłaściwe zachowanie wyrzucając coś innym. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś chce zmieniać świat, przede wszystkim należy zacząć od siebie. Dziękuję :) Film był pełen absurdów, ale zrelaksowałam się nieco. :) Nie potrafiłam zrobić też dobrego zdjęcia z powodu oświetlenia w BTS.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 

46.

Z moimi siostrami Azjatkami nie da się przewidzieć niczego. Wczoraj położyłam się bardzo wcześnie, ponieważ ostatnie 6 dni pracowałam dużo i byłam padnięta. Spałam może z 10 minut gdy A zapukała do mojego pokoju z pytaniem czy jadę z nimi do Miami. Tak naprawdę wpółprzytomna zapytałam ile mam czasu. Musiałam być gotowa w 10 minut i takim sposobem znalazłam się wczoraj w Miami.

Dziewczyny zdecydowały się odwiedzić koleżanki z Filipin które podpisały 8-miesięczny kontrakt pracy na statkach pasażerskich. Przemili ludzie. Spędziłyśmy z nimi kilka godzin, zdrzemnęłyśmy się z 3 godzinki w Doubletree zjadłyśmy rano śniadanie w jakimś fastfoodzie i właśnie wróciłyśmy do Key West wypożyczonym samochodem. Ostatnio staram się wychodzić jak najmniej, odpuszczam wszelkiego rodzaju imprezy, żeby nie miało to wpływu na moją produktywność, ale cieszę się przeogromnie że mam dziś wolne i mogę odespać.

Zobaczyłam po drodze tyyyle wysp i z obu stron ocean




Planujemy, choć nie w najbliższym czasie wyjazd do Nowego Jorku. Nie mogę się doczekać

W ogóle uświadomiłam sobie ile inspiracji mam na co dzień. Chyba nie wspominałam wam wcześniej, ale dziewczyny pracowały przed wyjazdem tutaj dla linii lotniczych i większość ich znajomych to stewardzi i stewardessy, dlatego mam niewyczerpalne źródło informacji i nieustannie oglądam zdjęcia z licznych podróży dziewczyn.

Ostatnio ze wszystkim jest sporo zamieszania, dużo się zmienia w hotelu, a w momencie gdy wróciłam zaczęło bardzo padać więc dzisiaj już głównie tylko śpię
 

 
Nie da się zadowolić każdego, ale każdego potraktuję jak własnego VIPa.

Moje hotelarskie początki kilka lat temu nie wyglądały tak kolorowo, ponieważ zjadał mnie fakt, że pozostaję pod ciągłym nadzorem managera, doświadczonych współpracowników oraz nieustannie gości (booking.com, tripadvisor itd) Po latach uświadomiłam sobie, że faktycznie nie na wszystko mam wpływ, typu kilkuset pozostałych pracowników, pogoda itp. Czasem zdarzy się gość, którego wizja i oczekiwania nie są do spełnienia. Dziś od początku trafił się Pan który był z postawą, że nienawidzi wszystkiego co wiąże się z tym hotelem i od progu wydzwaniał do wszystkich możliwych managerów. Trafił się mi. Gdy zobaczył, że jestem z Polski, już myślałam, że mnie faktycznie zje, po jego szelmowskim uśmieszku. Zadawał pytania nieustannie, próbując wychwycić coś co może wykorzystać na naszą niekorzyść. Gdy dowiedział się, że jestem tutaj dopiero 1,5 miesiąca zdecydowanie zbaraniał. Mimo, że wiedziałam, że przeprawa z nim może być trudna i że rzeczywiście mogę czegoś nie wiedzieć co wykorzysta za kolejny argument że hotel w którym pracuję jest totalnie do dupy, postanowiłam traktować go dokładnie tak samo jak każdego innego, czyli... mojego gościa. Robiłam wszystko najlepiej jak potrafiłam, ale wcale nie wykazywałam jakiejś służalczej postawy jakoby gość był moim panem.

Który faktycznie mógł trafić na nieco gorszą pogodę, a w jego wyobraźni wszystko wyglądało inaczej. Był zaskoczony moim spokojem i jak gościnna jestem. Rozstaliśmy się w bardzo miłej atmosferze i z tego co mówiło kierownictwo, nie miał już żadnych zastrzeżeń.

Jestem ogromnie zadowolona że zachowałam zimną krew, ja jestem dumna z miejsca w którym pracuję i będę starała się ulepszać je każdego dnia na tyle, ile mam wpływ.


Ostatnio hotel opuszczają ludzie, których lubię najbardziej, ponieważ albo dostają awans w hotelu nieopodal (tej samej sieci, nasza siostrzyczka) albo zmieniają Stan.

Ludzie, na których trafiam bywają cudowni, a niektórzy bezwzględni. To wszystko jest zastanawiające, ponieważ jedni uwielbiają Cię a inni, mimo że zachowujesz się wobec nich dokładnie tak samo, nie znoszą. Więc co pozostaje? Robić swoje.
  • awatar Keight: @Poucette: No właśnie zobaczymy. Strasznie się zżyłam i mam nadzieję, że to nie koniec (;
  • awatar Keight: @~d*: Wiem,że takie sytuacje będą się zdarzały, oczekiwania w stosunku do jakości obsługi są ogromne. Dziękuję! :*
  • awatar ~d*: Super się zachowałas :) Czasem zachować zimną krew w takich wyjątkowo nerwowych sytuacjach jest bardzo trudno.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Czasami dodaję do przeglądarki całą masę zakładek: rzeczy 1.które chciałabym wiedzieć, 2.które mogą mnie zainspirować albo 3.coś pomocne do pracy.
Ten filmik, mimo że długi, zaliczyłam do dwójeczki i po kilku miesiącach zdecydowałam się go obejrzeć.


Jak dla mnie bomba.
Jeśli macie podobne albo jakiś faworytów dotyczących rozwoju osobistego, osiągania celów, ulubione książki, chętnie sprawdzę, jeśli zostawicie ślad w komentarzu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

41.

Życzymy Wam kochani, aby te święta wniosły do Waszych serc nadzieję, pogodę ducha i radość

dla najmłodszych: pyszności w koszyczku i bogatego zajączka,

a dla wszystkich którzy w tym ważnym dniu pracują, spokoju i wszelkiej pomyślności

Keight z rodzinką




Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

39.

Udało mi się dziś opuścić wyspę po pracy. Byłam w Big Pine Key i naprawdę fajnie się bawiłam.

Powinnam chyba nazwać cały swój pobyt w Key West jakimś programem naprawczym, naprawdę, ponieważ nie kojarzę momentu w moim życiu kiedy było lepiej.
Wydaje mi się to niesamowite, że tu dotarłam. Czasem sama powoli przestawałam w to wierzyć.

Jedyne co mi pozostało, to koszmary. Nie boli mnie to jednak tak bardzo, bywało kiedyś że wybudzenie z koszmaru stawało się gorsze niż sam koszmar. Tutaj mam swój malutki raj. Staram się nie myśleć, że to się skończy, żyjąc w chwili w której obecnie się znajduję.

Odważyłam się również i postanowiłam nie bawić się w jakieś gierki tylko zapytać szefa wprost. Tak, zamierzają mnie awansować za miesiąc. Jestem usatysfakcjonowana tą odpowiedzią, zanim natomiast ruszę dalej, skoncentruję się bardziej na przygotowaniu do nowej roli.
Już pomijam imprezy, wybierając sen, bym w pracy dawała z siebie 110% i moje jutrzejsze wolne poświęcam na kucie.
Tak, coraz nudniejsza ja. Dziękuję za masę wspaniałej, pozytywnej energii i że udzielacie się na blogu. Doceniam wszelką aktywność i wasz poświęcony czas.
  • awatar Keight: @Amandaa7: Również życzę Ci tego samego i jak zawsze, wierzę że osiągniesz wszystko czego zapragniesz i co jest warte tego, by walczyć :* Faktycznie, chyba nie ma rzeczy niemożliwych :)
  • awatar Keight: @Poucette: Czas wszystko pokaże ;) Zostało 11 miesięcy... Może przez ten czas koszmary też znikną? Dziękuję bardzo, chętnie wyściskałabym Cię teraz z tej radości :)
  • awatar Keight: Drogi gościu, naprawdę nie podoba mi się ton Twojej wypowiedzi, zarzucający mi że zapomniałam o Polskości. Gdzie to ujęłam? Moim zamiarem było złożyć Wam wszystkim najserdeczniejsze życzenia w Wielkanoc, ale bardzo dziękuję za nie już teraz, jednocześnie życząc Ci wspaniałych, rodzinnych Świąt i Bożego błogosławieństwa. Bardzo nie podoba mi się Twoje roszczeniowe podejście. Jeśli mam ochotę coś zrobić, napisać na blogu, robię to w momencie który mi się podoba i nie chcę czuć żadnej presji, że coś MUSZĘ, ponieważ mogę w jakiś sposób urazić Twoje uczucia, albo Cię zawieść. Mam wrażenie, że drobne sprawy traktujesz śmiertelnie poważnie, trochę luzu ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

36.

Czasem człowiek cieszy się z rzeczy naprawdę prostych: że jest piękna pogoda, że otaczają Cię wspaniali ludzie albo np jak dzisiaj byłyśmy z A w kościele i kaplicy się pomodlić i zobaczyłam tam wydrukowane modlitwy w 3 językach: angielskim, hiszpańskim i... polskim Byłam tym mega pozytywnie zaskoczona.

Wstałyśmy dziś naprawdę mega rano ponieważ A ma wolne, a ja zaczynam pracę dopiero o 130. Zadzwonił do mnie kolega z pracy, F. mówiąc że ma dla mnie rower. Przywiózł mi go na miejsce i zabrał nas z A do sklepu, kupiłam zapięcie i światła. Co prawda muszę oddać go do naprawy jak najszybciej, bo nie ma hamulców, ale dostałam go całkowicie za darmo, ponieważ kolega F kupił sobie nowy.Kupiłam tylko kosz słodyczy dla synka F i jakichś superbohaterów marvela bo stwierdziłam, że to ucieszy małego chłopczyka.

A i jej współlokatorka Z dostały używane rowery również za darmo od swoich znajomych, muszą je tylko pomalować.

Cieszę się więc na przyszłe wycieczki rowerowe po tej malowniczej wyspie

A z moim rowerem





  • awatar SandraRu: Uwielbiam wycieczki rowerowe. Włąsnie z moim mężem planujemy zakup nowego sprzętu żeby na jesień skorzystać z pieknej pogody jaką zapowiadają i pojeździć trochę po górach. Nawet już sprawdzilismy na rynku wszytskie opcje pożczek i wybraliśmy tę https://www.credy24.pl/pozyczkodawcy/. Już nie mogę się doczekać!
  • awatar Keight: @ms moth: Jeszcze nie wiem ile wydam na naprawę mojego, ale jestem pozytywnie zaskoczona ilością ludzi, którzy starają mi się pomóc, dostaję tonę życzliwości i każdego dnia jest odrobinkę lepiej :) Może być zabytkiem :)
  • awatar ms moth: Znam te uczucie, niby nic a cieszy. Kiedyś jak byłam w Holandii też pozytywnie się zdziwiłam widząc ulotki w polskim języku. Ale farciara z Ciebie! Ja ostatnio też dostałam rower, lecz nie opłaca mi się go nawet naprawiać, bo wydam tyle samo kasy co na kupno innego używanego. Jest w tak kiepskim stanie, że nawet rama trzyma się na drut, bo inaczej by się całkowicie rozklepał. :D :D :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

34.

Co psuje atmosferę w pracy? Na pewno jakieś wewnętrzne konflikty, zazdrość, może to być wredny szef...
Co natomiast psuje atmosferę w mojej pracy?
Może to zabrzmi, jakbym się chwaliła, ale absolutnie tak nie jest. Już trzeci kolega z działu chce się umówić na randkę. Na początku myślałam wiecie, że chodzi im o takie wiecie, kumpelskie wyjście na piwo czy coś. Ale zapaliła mi się czerwona lampka po jednym tekście i kawa na ławę zapytałam czy to ma być randka. No i ciągle to samo "tak, chcę Cię lepiej poznać poza pracą", "wydajesz się słodką (bądź uroczą) osobą" "podobasz mi się".

Wiecie, szalenie nie podoba mi się nawet pomysł angażowania emocjonalnie z kimkolwiek z hotelu, nikt mi się nie podoba, poza tym nie prowadzi to do niczego dobrego.
Staram się być delikatna i nie obrazić ich męskiej dumy i uczuć, ale tak szczerze Wam przyznam że bardzo się to odciska na mojej pracy i atmosferze w niej.

Jeśli chodzi o samą pracę nie mogę narzekać bardzo ją lubię i staram się godnie reprezentować hotel.

Czego odrobinkę się obawiam? Za 2 tygodnie odchodzi mój szef. Moje wymarzone stanowisko nadal nieobsadzone. Mogę się o nie ubiegać po 3 miesiącach.(jestem tu już miesiąc) Kto w takim razie mnie awansuje? Wiecie, troszeczkę mnie to niepokoi, ponieważ OK, z tym się dogaduję, widzi jak ciężko pracuję, a co jeśli kolejny który przyjdzie powie "nie możesz, bo jesteś stażystką", "możesz dopiero po 10 miesiącach".

Dobrze, wylałam prawdopodobnie trochę żółci, jest mi lepiej, ale nie mogę zapominać podstawowej rzeczy: Nie istotne co sobie teraz wymyślę, postanowię, będą liczyły się wyniki, więc zamiast to wszystko analizować, biorę się poważnie za pracę i uzupełnianie wiedzy, a czy to coś przyniesie dobrego-zobaczymy z czasem.

Dziękuję za odwiedziny i ściskam Was bardzo serdecznie.
  • awatar Keight: @gość: Jestem w Stanach na wizie j1, która pozwala mi legalnie pracować przez rok, nazywane jest to stażem, ponieważ procedura byłaby zdecydowanie bardziej skomplikowana w przypadku normalnego zatrudnienia mnie. W dodatku wtedy nie mogłabym mieć pewności, że dostanę wizę pracowniczą. Co roku wybierałam inny kierunek podróży, nie jest to również mój pierwszy blog. Jestem świeżo po studiach turystycznych, po powrocie zamierzam aplikować do linii lotniczych.
  • awatar Gość: @Keight: wszystko wyjaśnione :) Możesz zrobić tl:dr dlaczego jesteś za granicą? Ciekaw jestem co masz w planach.
  • awatar Keight: Gościu, tak,teraz rozumiem co masz na myśli. Poznałam zbyt wielu polaków za granicą (niekoniecznie tutaj) którzy jak już wyjadą, wręcz srają na Polskę. Wybacz, może jestem na tym punkcie wręcz przeczulona.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

daughterofenemy
 
keight
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wczoraj poszłam na szkolenie i na miejscu okazało się niestety, że szkolenie zostało odwołane.
Początkowo wkurzyło mnie to, ponieważ jest to poniekąd przymusowe wolne, kto zresztą lubi być odsyłany w ten sposób...
Jednak przydało się, ponieważ Z poprosiła mnie o pomoc w przygotowaniu przyjęcia niespodzianki dla A z okazji jej 27 urodzin.
A wracała z pracy o godzinie 9, ale nie wszystko było jeszcze gotowe, więc musiałam grać na czas.

Czatowałam na A przed wejściem do pracy.
Wymyśliłam, że zobaczyłam u nas w mieszkaniu karalucha i spryskałam Raidem tak mocno, że nie możemy tam wejść.
Powiedziałam również że nasza współlokatorka jest na mnie wkurzona że tak śmierdzi w mieszkaniu.

A kupiła moją historię, chciała nawet iść na plażę, jednak wiedziałam, że trochę za długo zejdzie i po prostu miałyśmy kilkuminutowy spacer do momentu aż znajomi wysłali mi smsa że wszystko gotowe.
Najzabawniejsze jest, że A obwąchiwała drzwi przed wejściem do mieszkania i powiedziała "nie śmierdzi, raczej pachnie jedzeniem"

Potem poszliśmy do klubu, a następnie do baru na karaoke, gdzie po paru głębszych dałam się namówić na pierwszy występ karaoke z utworem Cher "Believe".
Potem śpiewałam z jakimś kolesiem, który, jak się okazało, pracuje u mnie w hotelu...

Ogółem, bawiłam się genialnie, a ponieważ ilość alkoholu nie była zbyt duża, obudziłam się pełna energii w genialnym nastroju i... wciąż mam dwa dni wolnego.






***Sprostowanie-Wpis o ucieczce z wyspy nie powstanie. Mój kolega nie chce być tylko moim kolegą, więc nigdzie z nim nie pojadę.
  • awatar Keight: @Pantokratorka: I weź tu z takim pracuj.. :D
  • awatar Keight: @Poucette: Dokładnie! ;)
  • awatar chatte♛: śliczna pozytywna dziewczyna :) full pozytywnej energii u Ciebie!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Co dał mi ten miesiąc?

-Poczucie, że marzenia rzeczywiście się spełniają.
Zaskoczył mnie całkowicie pozytywnie, że hotel dba nie tylko o swoich gości, pracowników, ale również stażystów

-To było 30 zachodów słońca. Padało ze 2 razy, gdy spałam

-Pracuję nad sobą bardzo dużo, wielokrotnie trzymałam się terminarza, planów i wyznaczałam zadania na poszczególne dni

-Póki co, spotykam naprawdę serdecznych ludzi którzy ułatwili mi zaaklimatyzowanie się w nowym miejscu

Nie mogę spocząć na laurach i mam nadzieję, że za miesiąc będę mogła powiedzieć, że to były również wartościowe 30 dni



























  • awatar destroyed enemy: Napisz jak będziesz miała chwilę... Potrzebuję.
  • awatar Keight: @~d*: Dziękuję bardzo! Postaram się więc dostarczać ich dużo :)
  • awatar Keight: @Poucette: Dziękuję, jesteś kochana :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Zdjęcia z hotelu w którym pracuję





 

 

29.

Jak myślę, że zauważyliście, nie robię odliczania do powrotu. Postanowiłam, że tak nie zrobię, ponieważ nie wiem, czy zostanę 12, czy 13 miesięcy. Okaże się w praniu.

Czy uważam swój pobyt tutaj za amerykański sen? Nie, zdecydowanie nie. Cokolwiek byście sobie wyobrazili, nigdy nie jest idealnie. Jednak jeśli mam być szczera wobec siebie i Was- prawda, nigdzie nie było mi lepiej do tej pory.
Cząstka mnie bardzo chciałaby wygrać w loterii wizowej, jednak to nie jest mój plan. Jest jeszcze cała masa ciekawych miejsc do zwiedzenia.
Jest tyle fajnych scenariuszy, które mogą się rozegrać.

Dawno Was nie odwiedzałam, czego ogromnie żałuję bo mam teraz spoooro wpisów do nadrobienia ale zbiorę się, wiem.

Bardzo zżyłam się z moją współlokatorką A. Bardzo się cieszę, że nie ma żadnej niezdrowej rywalizacji. Zmiany razem mamy naprawdę rzadko i zawsze ogromnie na nie czekamy. Nie mamy nigdy wolnego razem, więc zazwyczaj albo wychodzimy przed naszymi zmianami, albo po. Myślę, że w przyszłości nie będzie problemu ponieważ nasz grafik jest bardzo stabilny i możliwości rozwoju są dla nas obu.

A dostała nawet propozycję pracy w Miami, gdzie pracodawca wziąłby na siebie kwestie wizy. Ktoś po prostu odkrył ją w hotelu i chce ją u siebie.

Dziś przeżyłam mały atak serca gdy zobaczyłam w grafiku że kolejną zmianę mam w naszym drugim hotelu.Zdarza się, by ktoś został przeniesiony, więc mnie to nie zaskoczyło. Wiecie, jestem już prawie miesiąc, naprawdę się przyzwyczaiłam, a tu bum, zaczynaj od nowa. Po rozmowie z moim managerem dowiedziałam się że jest to kwestia tylko jednodniowego szkolenia, więc mogę spać spokojnie


Zostałam zaproszona w moje wolne na wyspę inną niż Key West. Jeśli wypali, napiszę wpis o ucieczce z wyspy.

Kurczę, mamy tyle fajnych pomysłów również z A, (jutro wybiera się ona w rejs, który dostała na urodziny-gdybym miała wolne, popłynęłabym z nią) ale mamy jeszcze sporo czasu by nacieszyć się pobytem








  • awatar Pantokratorka: Masz swój cel, a przy okazji zwiedzasz i poznajesz nowe miejsca i kultury :D Super sprawa!
  • awatar Keight: @Poucette: Dziękuję Ci bardzo, zgadzam się, nikt nikomu nie wchodzi z butami w życie, zdecydowanie większa tolerancja. Tobie również :*
  • awatar Poucette: Myślę,ze to co ciągnie tak do USA to ludzie i klimat jaki tworzą pozwalając każdemu żyć jak chce tak aby był szczęśliwy. A szczęśliwi czasu nie liczą ! Miłego dnia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Piszę właśnie maila do siebie z przyszłości.
Używając FutureMe.org

Najistotniejsze, bym zorientowała się w jakim kierunku chcę zmierzać i co konkretnie chciałabym robić.

Dzisiaj bardzo dużo spacerowałam, czując się totalnie jak turystka.





  • awatar Pantokratorka: @Keight: ;*
  • awatar Keight: Wysyłam Wam masę buziaków dziewczyny, mam nadzieję że mnóstwo słońca też (;
  • awatar ~d*: Super otoczenie i piękne widoki :D :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Miśki, potrzebuję pomocy. Naprawdę skrzywdziłam się wystarczająco przez własną głupotę, taka kobieca logika, działać po szkodzie.

Co z doświadczenia polecacie na poparzenie słoneczne? Czytam sprzeczne informację na necie i nie chcę już bardziej sobie zaszkodzić.

Ściskam w bólu
  • awatar Keight: Tymczasem*
  • awatar Keight: Drogi gościu, jeśli nie masz nic ciekawego do powiedzenia, nie mów/pisz nic. Rozumiem, że Cię to bawi. Nie lubię komentarzy bagatelizujących ludzkie problemy. Jeśli płatki róż by działały, dziękuję bardzo uwierz, że skorzystałabym z tego od razu. Tym czasem fakt, mój problem może wydawać się nieznaczący np przy Twoich i dzieciach z Afryki, tymczasem gdy musisz pracować cały dzień z poważnym poparzeniem słonecznym, nie jest już tak słodko. Pozdrawiam, Keight
  • awatar Amandaa7: Oj biedaku :( penthanol, schłodzona śmietana i duuuuużo tłustych kremów. Do tego delikatne, przewiewne ubrania i unikaj przez ten czas silnego słońca. Siebie zawsze ratuje w ten sposób i po ok 3 dniach jest lepiej. :) Dbaj o siebie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

21.

Pamiętacie 10 miesięcy temu, po 3 tygodniach wiedziałam, gdzie najbardziej nie chcę być.
Na pięknej wyspie, takiej jak ta.


Tutaj jest inaczej. Chociaż teoretycznie powinnam być bardzo samotna, skoro wyruszyłam sama na inny kontynent w życiu nie czułam się lepiej.
Wynika to z tego, że cokolwiek bym sobie wymyśliła, już pokochałam to miejsce i ciężko mi wyobrazić sobie coś co zachwyci mnie bardziej.
Ta wiza to dobijająca sprawa. Znajdujesz swoje miejsce na Ziemi i po pewnym czasie Cię z niego wygonią.

Heh, zobaczymy co napiszę za 11 miesięcy, czy nadal będę chciała zostać. Czas pokaże.
 

 

19.

Codziennie w pracy widzę przepiękne zachody słońca na plaży. Żałuję, że nie robię zdjęć. Wygląda to tak, jakby każdy z nich był inny, niebo przybiera naprawdę różne kolory.

Faktycznie, fajnie byłoby zacząć gromadzić zdjęciowe pamiątki. Naprawdę o tym pomyślę, byłoby mega fajnie dzielić się z Wami tym wszystkim. Poza tym dostałam z pracy voucher na 1,5 godzinną jazdę busem po mieście, szlakiem historycznym, wraz z osobą towarzyszącą bym potrafiła lepiej opowiadać turystom o atrakcjach. Fajna sprawa.

Dowiedziałam się, że gdybym była regularnym pracownikiem hotelu mogłabym poprosić po 6 miesiącach o przeniesienie do hotelu w wybranym miejscu na świecie i miałabym pierwszeństwo przy obsadzaniu stanowiska. Nawet do tych najbardziej legendarnych i luksusowych w ramach sieci. Tylko pod tym względem nieco "boli" mnie status rocznego stażysty J1. Bo jeśli chodzi o traktowanie i pensję, czuję się jak normalny pracownik.

Zniżki do hoteli przysługują mi od tego momentu, jednak nie otrzymam 22 dni urlopu.

Kocham moje szkolenia, których będę miała bardzo dużo. To trochę taka moja hotelarska encyklopedia i cieszę się że nie są zirytowani masą pytań które otrzymują.

Jeśli chodzi o możliwości rozwoju jestem oczarowana i chciałabym zostać tu przynajmniej 2-3 lata. Szansa na to jest znikoma, musiałabym wygrać w loterii wizowej w maju. Mimo wszystko, trzymajcie kciuki, OK? Z góry odpowiadam, że nie mam zamiaru wychodzić za mąż, bo codziennie ktoś sobie żartuje w ten sposób. Jeśli nie wygram, na pewno znajdę sobie jakiś hotel w Polsce w którym się zakocham. Albo znów zmienię kontynent. Będziecie wiedzieli, dzielę się przecież z Wami wieloma rzeczami.

Mimo, że chciałabym awansu najbardziej na świecie i jestem bardzo materialistyczna, odkąd wymyśliłam co fajnego mogłabym zrobić gdybym zarabiała więcej postanowiłam, że nie będę dążyła do tego za wszelką cenę.
Żadnego zarzynania się ponad siły (bąble i otarcia nie znają litości i krwawią przy każdej okazji). Zabrałam dziś moją koleżankę mimo dnia wolnego, by pokazać jej hotel i nauczyć rzeczy które przydadzą jej się w pracy.
Będzie fair play. Jeśli okaże się genialna i wszyscy będą ją uwielbiać, to oznacza że sobie zasłużyła.

Wiecie, dostałam wielokrotnie po tyłku od ludzi, którym bardzo pomogłam. Ale nie mogę być przez to okropna i podrzucać świnie. Ta dziewczyna z Filipin jest naprawdę zaangażowana i słodka. Dlatego jeśli to nie mój czas, obiecuję (przed Wami wszystkimi) nie zazdrościć.
Ściskam

PS: Dziwnie będzie jutro. Ponieważ musiałam kupić też bilet powrotny (ponieważ 2 bilety były zdecydowanie tańsze niż zakup jednego) moja data powrotu to 26.03 Samolot odleci beze mnie.
No nic, jeszcze ponad 11 miesięcy



 

 
Wczoraj napisałam ogromną, długą notkę. Wyglądała ona trochę jak hymn pochwalny na cześć Key West.
Taaak, jest wiele rzeczy które mnie zachwycają i bez dwóch zdań to jedna wielka przygoda. Ale po 3 krotnej próbie dodania jej, po prostu odpuściłam.

Chciałam podzielić się słoneczkiem w mój jedyny wolny dzień.
Ale dzisiaj... Wróćmy do rzeczywistości.


Nie podoba mi się to, jak bardzo materialistyczna się staję. Stwierdziłam, że zrobię rodzicom prezent i zabiorę ich na Karaiby. Tak więc praktycznie ostatnio niemalże nie wychodzę z pracy robiąc dodatkowo płatne nadgodziny. Wracam i kuję żeby awansować.

I tu pojawia się problem nr 1)
Że nie tylko ja chciałabym. Pewnie nie stawiałabym sobie poprzeczki tak wysoko i nie cisnęłabym tak bardzo, ale mam tu tylko rok całego pobytu. A tak wiele do zdobycia.

2) Pierwszego dnia pobytu manager do spraw konferencji i bankietów zaproponował mi dodatkową pracę. Przypominam, że nie mam z tym totalnie nic wspólnego i zaskoczyła mnie ta oferta więc powiedziałam, że może w momencie gdy lepiej będę znała ofertę obiektu. Wiecie, nie chciałam zawalić w moim wymarzonym hotelu, będąc nieprzygotowana. Praca z tego co słyszałam jest zdecydowanie lżejsza niż moja i 3-krotnie więcej płatna. Także biznesu życia nie zrobiłam, a gdy dziś poszłam do tego managera, jest już za późno, znaleźli kogoś.

3) Moja nowa koleżanka z tego samego mieszkania (ale nie pokoju) jest przemiła. Nie chcę jej jakoś super wychwalać bo nauczyłam się, że pierwsze wrażenie nie zawsze jest prawdziwe.
Ale wydaje się taka wiecie, arcymiła, mega profesjonalna i ma o niebo większe doświadczenie. I źle się czuję z myślą, że jedno z pierwszych zdań, to że ubiega się na to samo stanowisko (na które chce) bo wykonywała je w swoim kraju (Filipiny). Kurczę, nie dobrze się czuję w wyścigu szczurów i że sama siebie tak nakręcam na wiecie, wyniki.
Wyjechałam z największą, najczystszą miłością do hotelarstwa. Czyżbym stawała się swoją własną karykaturą?
 

 
  • awatar Keight: @tick tock: heh, faktycznie ;)
  • awatar tick tock: Oglądam i słucham i dochodzę do wniosku, że podobna bardzo do Ciebie na tym teledysku. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie miałam świadomości, jak wiele dobrego zrobił już dla mnie blog. Mianowicie, wyciągnęłam wnioski z poprzednich doświadczeń i nie powtarzam tych samych błędów.

Fajnie było mieć wsparcie, mimo że wirtualne. Te Wasze trzymanie kciuków za wszystkie pomysły, nawet najbardziej absurdalne. Jestem naprawdę wdzięczna.

Teraz, z perspektywy czasu myślę, że to co miałam w głowie wymyślając sobie te wszystkie cele lata temu nie było naiwne. Miało za zadanie sprawić, bym stawała się osobą, którą sama polubię. Wiecie, strasznie długo i uparcie szukałam hotelu który będzie odzwierciedleniem mojej miłości do hotelarstwa, do szeroko pojętej gościnności. I trochę to trwało, a po ostatnim oberwało mi się tak, że praktycznie chciałam zmienić branżę. A teraz? Cieszę się, że nie była to tylko moja wyobraźnia i mogę czerpać i wyciskać pobyt tutaj w ramach mojego rozwoju.

Chciałabym przy okazji przekazać 10-letniej Natalce, która często zagląda do wszystkiego co dodaję właściwie gdziekolwiek, by się nigdy nie poddawała. Wiem, że łatwo powiedzieć, my swoje, a życie swoje.To dziecko zawsze mnie inspirowało. Jak? Zawsze dawała z siebie 101%, przy każdej, nawet najmniejszej sprawie.
Więc, cokolwiek byś nie robiła, zawsze będę z Ciebie dumna. Pamiętaj o tym!
  • awatar Keight: Byłam tego bliska... Długa historia ;) Cieszę się, że jest dobrze, doczekałam się.
  • awatar ^Denv: W Austrii :) No pewnie, wsparcie zawsze jest ważne, nawet takie wirtualne. Super, że tak się ułożyło bo to chyba byłoby przykre zrezygnować z czegoś, co dla Ciebie bardzo ważne :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Myślałam, że dziś będę robiła caaaałe mnóstwo zdjęć. Co prawda nie wygrzewała się na słonku (nie znam nikogo kto tak źle znosi upał jak ja) ale chociaż cieszyła się widokami. Tymczasem nie, zdarzyła się zmiana 12-godzinna. Zastępstwo i tyle. I uświadomiłam sobie, że w gruncie rzeczy to bardzo dobrze. Gdy wracam tak zmęczona jak teraz, nie przejmuję się głupim analizowaniem, w ogóle nie marudzę, nie mówiąc o jakimkolwiek negatywnym podejściu do czegokolwiek.

W środeczku marzyłam o znalezieniu jakiegoś, chociaż małego wyzwania, czegoś co mogłabym wyczekiwać i co nakręcałoby mnie do działania. Jakby nie patrzeć, jestem na obcym kontynencie sama i właściwie nigdy nie myślałam co będzie dalej, zawsze moje marzenia obracały się tylko do dostania do tego hotelu. Za 2 miesiące zwalnia się koleś i jego stanowisko będzie sobie czekało, aż ktoś je przygarnie. Manager dał mi zielone światło, z tym że przygotowanie mnie trwałoby co najmniej miesiąc dłużej.

Na razie wygląda to abstrakcyjnie, ponieważ jestem w pracy tyyyyyle godzin ile tylko mogę (a gdzie czas na naukę?), ale myślę, że awans zdecydowanie by mnie uskrzydlił i że nawet jeśli obleję, nikt mnie nie wyśmieje ani nie poczuję się gorzej. Po prostu, dam sobie szansę.
 

 
Dzień dobry,
Mam nadzieję, że uda mi się poprowadzić ten blog tak,jak będę chciała i Was nieco zaciekawić.
Coś się kończy by mogło się zacząć coś nowego.
Chciałabym wprowadzić wiele nowości i dobrych nawyków do swojego życia.

Jestem na Florydzie już prawie tydzień. Widzę, że jest tu masa możliwości rozwoju, próbuję uczyć się codziennie nowych rzeczy. Pracuję ile tylko się da, mam również nadzieję, że uda mi się z czasem wziąć nadgodziny na innym dziale w hotelu. Nie spodziewałam się, że będzie mi się aż tak bardzo podobać. Jest ciężko, to fakt, ale myślę, że ja chyba czegoś takiego oczekuję. Nieustannych wyzwań.

Cieszę się, że do tej pory udało mi się zmotywować parę osób. Uświadomiłam sobie natomiast, że doświadczenie jest nieprzekazywalne. Wiele rzeczy musimy przeżyć na własnej skórze, by się uczyć i codziennie stawać się coraz lepszymi.

Nie warto brać przeszłości na swoje barki. Próbuję także tak obsesyjnie nie planować (zawsze musiałam mieć rozwiązanie a,b...f)Chcę się skupić na tym najważniejszym dniu. Dziś.

Witam Was więc na nowym blogu i mam nadzieję, że przeżyjemy wspólnie masę przygód.
Ściskam,
Keight




  • awatar Maluutka❤: Ooo jakie masz piękne oczka *,* Trzymam kciuki za wszystko! :*
  • awatar Keight: Oj, jak miło *_* Dziękuję <3
  • awatar ~d*: Jesteś śliczna a kolor oczu wręcz marzenie, zawsze mi się takie marzyły :D :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›